Przed czterema
laty, gdy jeszcze interesowałem się urbexem, wraz z paczką znajomych udaliśmy
się do Grodziska Mazowieckiego, gdzie znajdowało się słynne na całą Polskę
cmentarzysko aut, owiane licznymi legendami. Początkowo nikt nie chciał
zdradzić, a właściwie upublicznić dokładnych namiarów, ale z czasem adres stał
się swoistą tajemnicą poliszynela. Miasteczko położone na zachód od stolicy
stało się mekką nie tylko miłośników zwiedzania opuszczonych miejsc, ale i fanów
motoryzacji, niekoniecznie ku radości sąsiadów motoryzacyjnej nekropolii.
Niewątpliwie jednak warto było udać się tam i zobaczyć na własne oczy
krążowniki szos, którymi niegdyś jeździli nie tylko zwykli śmiertelnicy, ale i
ci wysoko postawienie w społecznej hierarchii. Zresztą raz jeszcze tam się
udaliśmy.